powiedziałam uśmiechając się najładniej jak tylko umiałam.
-Jak chcesz to mogę cię oprowadzić po mieście?-
zaproponował uśmiechając się jak nie z tej ziemi. Kiwnęłam tylko głową bo więcej
nie dałam rady zrobić bo zahipnotyzowały mnie jego jak fabryka czekolady oczy.
Z PUNKTU WIDZENIA JACK'A
Chodziłem po parku gdy nagle zobaczyłem śliczną dziewczynę siedzącą na jednej
z ławek. Stwierdziłem że do niej zagadam
-Hej jestem Jack. Jesteś tu nowa?-
zapytałem. Nie no serio Jack na więcej nie było cię stać . Chyba gorzej już nie mogłem zagadać.
-Tak przeprowadziłam się Dzisiaj. Jestem Kim.-
powiedziała uśmiechając się naprawdę słodko. Prawie nogi się pode mną u giełdy a
to było dziwne bo ja już miałem wiele dziewczyn ale jeszcze nigdy nie czułem
nic takiego kiedy jakaś dziewczyna się do mnie uśmiechnęła.
Ale szybko od goniłem te myśli od siebie.
-Jak chcesz to mogę cię oprowadzić po mieści.-
zaproponowałem i się do niej uśmiechnełem jak najładniej umiałem.
Kiwnęła tylko na znak zgody.
Z PUNKTU WIDZENIA KIM
Złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić w mi nie znanym kierunku
-Gdzie idziemy?-
zapytałam letko przerażona. On to chyba zauważył bo próbował
uspokoić mnie swoimi słowami
-Spokojnie wszystko jest ok nie musisz się mnie bać-
powiedział przekonując, a ja tylko pokiwałam w znaku odpowiedzi.
Stanęliśmy przed dużymi drzwiami z wielkim napisem "Bobby Wasabi "
a Jack je odłoży. W środku dwóch chłopaków
na jednej macie chyba ... walczyło? jak można to tak w ogóle nazwać, bo
wyglądali bardziej jak dwie małe dziewczynki kłócące się o lalkę. Ledwo
powstrzymywał się od śmiechu.-Ej chłopaki!- krzyknął Jack a
ta dwójka spojrzała na nas.
-Yo!stary to twoja nowa laska?-
zapytał ten z wielkimi uszami. A mnie zastanawiała jedna rzecz co ja mam wspólnego z drewnianą laską dla staruszków?
-Nie Jerry! -powiedział letko oburzony Jack i dodał
-To jest Kim poznałem ją przed chwilą.-
-Musiałeś źle zapamiętać moje imię nazywam się Kimberli-
Poprawiłam go. A on się tylko za śmiał.-Tak wiem ale Kim brzmi ładnej.-
powiedział puszczając mi oczko a ja się letko zamieniłam.
-Jak chcesz.- powiedziałam.
-A tak w ogóle ten po prawej to Jerry a ten po lewej to
Milton moi przyjaciele.- Powiedział Jack. -Hej!- przywitałam się. -Część/Siema-
powiedzieli równoczesne a ja się uśmiechnełam. -Umiesz Karate?-
zapytał się prost z mostu Jerry. Pierwsza moja myśl co to Karate.
Więc stwierdziłam że się ich o to zapytam.- A co to Karate?-
-Czyli nie umiesz.- stwierdził Jerry. -Karate to rodzaj walk sportowych my się tego
właśnie tu uczymy.- wyjaśnił mi Jack. -Aha a mogę się zapisać?- zapytałam.
-Jasne.-powiedzieli równocześnie.-Ok, to pokaże mi ktoś jak to idź.- zapytałam.
Jack tylko kiwnął głową i pociągnął Jerrego na mate. Po chwili Jerry już leżał na
macie bo Jack go pokonał. Ta ich walka przypominała mi bardzo rodzaj sztuki walk
których się uczyłam na mojej planecie Taghi tylko że tam można używać mocy
co tu nie można a nawet jeśli by było można to ludzi i tak nie mają żadnych
nadprzyrodzonych zdolności. W tym momencie do dojo wpadły wściekłe
Grace i Julia. -Hej Grace, Hej Julia- powiedziałam
-Grace Julia?- dodała pytając -OMG przepraszam ja totalnie zapomniałam-
powiedziałam skruszona
-No dobra ten raz ci wybaczymy- powiedziała Grace powoli się uspokajając.
Dziewczyny
się przypomniało że ich jeszcze nie przedstawiłam
- To są Grace i Julia moje najlepsze przyjaciółki a to są Jerry,Milton i Jack-
powiedział
-One też chcą się zapisać- powiedział
-A można wiedzieć na co chcemy się zapisać? -zapytała Julia
-Na karate- powiedziałam z uśmiechem. - Okeeej- powiedziała
Grace. -Ja walczę pierwsza.- zakomunikowałam entuzjastycznie.
-Jack chodź na mate.-zwróciłam się do czekolado okiego.
A on spojrzał na mnie tak jakby z kpiną co mnie zdenerwowało.
-Kim nie żeby coś ale ja nie walczę z dziewczynami.- powiedział
-Powiedz po prostu że tchórzysz.-powiedziałam i zrobiłam wzywającą minę.
-Nie boję się tym bardziej że jesteś dziewczyną.-
powiedział
od powiedziałam mu tym samym a wszyscy się zaśmiali.
Normalnie widziałam jak się w Jack'ugotuje.
-Chodź na mate.-
powiedział już bardziej kpiąco-i nie bój się będę łagodny- dodał
znowu w poprzednim tonie i puścił mi oczko. -Zobaczymy.- mróknełam.
Po chwili Jack zadał pierwszy cios a ja się z łatwością obroniłam co widać było zdziwiło Jacka.
15 MINUT PÓŹNIEJ
Ja i Jack dalej walczyliśmy co zdziwiło Jacka bo był pewien
że szybko mnie pokona w pewnej chwili Jack zadał cios którego
się nie spodziewałam i już po paru sekundach leżałam obolała na macie.
-Ok, wcale nie jesteś taka zła jak myślałem.- stwierdził
Złapałam ją i uśmiechnęłam się do niego tak słodko jak tylko umiałam on odwzajemnił mój gest i staliśmy tak wpatrzeni w siebie.
Ta chwila mogła by trwać wiecznie gdyby nie głos którego właściciela nie znoszę. -Tu jesteś cię wszędzie was szukałem!- krzyknął na wejściu Brody.
- I znalazłeś Brawo.-
powiedziałam sarkastycznie.
- Yo stary a ty też chcesz się zapisać w naszym dojo?-
zapytał Jerry. - Nie on nie chce.- wydarłam się.
-A właśnie że chce!-
powiedział cwaniacko się do mnie uśmiechajac.
- To może mały sparing żeby sprawdzić co umiesz -
zaproponował Jack. - Jasne.- powiedział szaty.
Chłopacy weszli na mate i zaczęli walczyć. Walka była bardzo wyrównana co mnie szczerze zdziwiło
bo, Brody to w końcu najlepszy wojownik w naszej galaktyce (oni są z innej galaktyki ) no ale cóż. Z
NARRATOR
Jack i Brody walczyli zacięcie. Żaden nie chciał dać za wygraną.
Brody już prawie przegrywał gdy użył swojej mocy. Tylko dzięki temu wygrał .
Jack już miał powalić Brodyego gdy tam użył mocy i powalił Jacka.
Z PUNKTU WIDZENIA KIM
Co za Idiota jak on może oszukiwać!
Z rozmyśleń wyrwał mnie głos Jacka
-Gratulacie stary dobry jesteś.- powiedział Jack
-Dzięki -odpowiedzi tylko Brody.
-A może pójdziemy do fila -(nie wiem jak to się pisze )
Zaproponow
I ruszyliśmy do knajpki na przeciwko.
-A tak w ogóle to gdzie mieszkacie?-
zapytał Milton. Ja,Grace i Julia spojrzeliśmy
na Brodyego bo on jedyny znał nazwę naszej ulicy.
- Na Perskordstret 8.-.powiedział chłopak -A wy?-zapytał Miltomn nas (kim grace i julie).
-Też- odpowiedziałyśmy razem.-Mieszkacie razem ?-zapytał tym razem Jack
-Tak- odpowiedział Brody
.-Yo,stary ty to masz fajnie 3 takie łaski pod jednym dachem,woooh.-
krzyknął Martinez. - A.co z waszymi rodzicami ?
- zapytał Jack. Na to pytanie dziewczyny posmutniały
i wiedziałam że powstrzymują się od rozpłakania,więc stwierdziłam że
muszę zareagować .-Muszę wyjść na chwile na świeże powietrze,
dziewczyny chodzie ze mną.- powiedziałam a one tylko kiwneły
głową i wyszłyśmy na dwór. Gdy byłyśmy już w odpowiedniej
odległości od knajpy,usiadłyśmy na pierwszej lepszej ławce. A
dziewczyny się rozpłakały w tym momencie je przytuliłam.
Rozumiałam je dość że straciły rodziców w wieku 5 lat to jeszcze
wtedy byłyśmy przy tym schowane w szafie. To była moja wina mogłam
im pomoc na tą myśl też się rozpłakałam. - To moja wina. - wyłakałam
-Co? Nie to nie twoja wina. -
powiedziały równocześnie.
-A właśnie że tak mogłam wyjść z szafy i im pomóc. -
stwierdziłam
-I wtedy cie by też by zabili koniec kropka.-
sprzeciwił
-Dobra ale teraz musimy już wracać.-
powiedziałam i wstałyśmy z ławki. Już po chwili byłyśmy przy
knajpce i weszliśmy.Podeszłyśmy do stolika i usiadłyśmy.
-Ej dziewczyny płakałyście? -
Zapytał Jack -Co? my? nie.-powiedziałyśmy równocześnie.
-Okeeej, niech wam będzie.-
powiedział Jack.-Yo to co robimy teraz?-
zapytał Jerry. -Może pójdziemy do skate parku.-
zaproponował Jack. -Ok.- odpowiedzieli równo Jerry i Milton.
A mnie zastanawiała jedna rzecz co to skayt park? Ale nie pytałam
bo nie chciałam wyjść na idyjotke. -Ok to my skoczymy po deski do
dojo a wy tu poczekajcie -zakomuniko
weszli do dojo a ja od razu spytałam się Julia -co to skate park?-
-z tego co wiem to coś podobnego do szczał parku(wiem okropna nazwa sama wymyśliłam ).
-A jeżdżą tu też na strzałach?-
(to coś podobnego do deski tylko zamiast na kulkach jest na kulkach jest na kulkach jest na energii) zapytałam.- Nie tu jeżdżą na kulkach.-wyjaśniła nam
Julia i w tym momencie z dojo wyszli chłopaki. - To co idziemy
zapytał Milton my tylko pokonaliśmy na znak zgody. Przez całą
drogę szliśmy rozmawialiśmy i mieliśmy się nawet Brody co mnie
szczerze zdziwiło ale było fajnie. Nawet nie wiem kiedy byliśmy na
miejscu. Chłopaki ( Jack Jerry i Milton ) zaczęli się opisywać ale
tylko Jackowi to wychodziło a Jerremu i Miltonowi nie za bardzo.
Po pewnym czasie pojechali do nas i zapytałam się Jacka - Mogę
spróbować - - Nie wiem czy to dobry pomysł.- stwierdził Jack.
- Czemu bo jestem dziewczyną- zapytałam oburzona.
-Nie-
pisną. Po tym wiedziałam już że kłamie.
Wyrwałam mu deskę z ręki i próbowałam jechać i nawet mi to wyszło.
Po paru minutach pojechałam do reszty
ale zdziwiło mnie że nie ma Brodyego. No ale też ucieszyło.
-Wiecie co ja idę na rampe.- zakomunikowałam -
Kim nie wiem czy to dobry pomysł- stwierdził Jack.
-Dobry- powiedziałam i ruszyła z deską Jacka na rampe.
Po chwili byłam już na samej górze. Już miałam zjechać gdy się
pośłizgęłam i spadłam po tym film mi się urwał.
Z PUNKTU WIDZENIA JACK'A
Staliśmy i patrzyliśmy na Kim która już miała zjechać gdy chyba się poślizgnela i
spadła na dół. Od razu do niej podbiegłem chociaż reszta
( Grace, Julia, Milton, Jerry i Brody ) też ja byłem pierwszy.
Kim leżała na dole rampy i się nie ruszała wystraszyłem się
i to bardzo. - Dzwońcie po karetke- krzykęłem a Jerry od
razu wyją telefon i zadzwonił po chwili przyjechali i za brali Kim
do karetki i powiedzieli że jedno z nas może jechać
- Jack ty jedź z Kim my przyjdziemy najszybciej jak damy radę -
powiedział Milton spojrzałem na resztę by się upewnić
- Zgadzamy się z Miltonem-
powiedŹli równoczesnie a ja już bez
żadnych wątpliwości wsiadłem do karetki.
Po krótkim czasie byliśmy już w
szpitalu. A lekarze zabrali Kim na sale
operacyjną bo z tego co wiem to miała krwawienia
wewnętrzne. Byłem przerażony. Schowałem głowę w rence
a po moim policzku spłyneło kila łez niby znałem Kimi tylko
pare godzin ale nie była mi obojentna wydawało
mi się jak bym znał ją całe życie.
Nagle poczułem na swoim barku czyjąś rękę. Odwruciłem
się i zobaczyłem całą moją paczkę ( Grace Juli Jerry Milton) .
-I jak z nią - zapytał Jerry.
- Powiedzieli że ma najprawdopodobniej krwawienia wewnętrzne -
odpowiedziałem a dziewczyny się rospłakały.
6 GODZIN PÓŹNIEJ W SZPITALU
Już prawie spałem gdy z sali operacyjnej wyszedł lekarz od
razu do niego podbiegłem reszta poszła w moje ślady -I co z nią -
zapytałem . -W czasie operacji były komplikacje -zaczął lekarz
a ja zamarłem z niepokoju o Kimi. -ale na szczęście udało nam się
je za stopować i operacja powiodła się jedno
z was może do niej wejść ale tylko na chwile.- dodał.
-Jack ty idź- powiedzieli równocześnie.
Nie trza było mówić mi dwa razy od razu poszłem do sali Kim za lekarzem.
Z PUNKTU WIDZENIA KIM
Byłam w mi nie znanym miejscu ale po chwili już wiedziałam ze jestem
w szpitalu, nagle do pomieszczenia wszedł Jack
i podbieg do mnie. -Kim tak się o ciebie martwiłem- powiedział.
Już chciałam się zapytać co tu robie ale Jack wyprzedził moje pytanie.
-Spadłaś z rampy w skayt parku i wezwaliśmy Karetkę gdy przyjechała i cię spakowali
powiedzieli że jedno z nas może jechać z tobą i ja z tobą jechałem. Miałaś operacie bo miałaś krwawienia wewnętrzne ale wszystko jest już ok. - powiedział na jednym wdechu.
-Dziękuję - wyszeptałam -Ale za co- zapytał zdziwiony. -Za to że przymnie byłeś - odpowiedziałam i chciałam pocałować go w policzek ale on niechcący odwrócił głowę i zamiast w policzek trafiłam
go w usta...
Wiem że długo mnie nie było ale za to ten rozdział jest mega długi
dwdykuje go wszystkim którzy skomentowali ostatni post i jeszcze raz przepraszam że tak długo
nie pisałam