wtorek, 31 grudnia 2013

NASTĘPNY DZIEŃ : Przewróciłam się na drugą stone.
I znowu wtulilam się w poduszkę ale tym razem była bardziej wygodna i większa co mnie zdziwiło. 
Otworzyłam nie pewnie jedno oko i zobaczyłam śpiącego obok mnie Jacka.
"A jednak przyszedł"
pomyślałam a uśmiech sam zagościł na mojej twarzy
- Już nie śpisz -
usłyszałam głos, który tak bardzo kocham ale kochać nie powinnam .
- Obudziłam się przed chwilą- odpowiedziałam.
- A ty! Ładnie to tak oszukiwać - dodałam. 
-Oj tam- zasiał się. 
-A tak wogóle to dzień dobry- 
powiedział i POCAŁOWAŁ mnie!  
Na początku nie wiedziałam co mam zrobić ale po chwil od dałam pocałunek.
-Yhym... przeszkadzam państwu - tą jakże wspaniałą chwilę przerwał nam pan doktor śmiejąc się z nas.
Odrazu się od siebie od derwaliśmy. Byliśmy cali czerwoni naprawdę cali. 
- Nie oczywiście że nie - zaprzeczył Jack.
- Okej powiedzmy że wam wieżę. - znowu się zasiał 
- Ale nie przyszedłem tu żeby wam przeszkadzać tylko po to żeby powiedzieć Kim że może już dziś wyjść - dodał pan d. 
- Naprawdę czy chce mnie pan po prostu wkręcić ?  
zapytałam. 
- Nie tym razem mówię poważnie -
odpowiedział pan d. 
- To super -
krzyknęłam a pan d. spojrzał na mnie z pod byka. 
- Tak ci tu źle - zapytał z odrobiną wyrzutów w głosie.  
- Nie. Oczywiście że nie po prostu...eee
nie wiedziałam co mam powiedzieć nie to że było mi tu źle czy coś ale po prostu to miejsce nie przypadło mi do gustu . Czemu nie powiem po prostu tego . 
- Nie lubie szpitali-
dokończyłam swoją wypowiedź.
- Powiedzmy, że ci wierze - zaśmiał się pan d. A ja tylko się uśmiechnęłam.
- Dobrze , a więc Kim pakuj się. Musisz tylko odebrać wypis, i droga wolna - powiedział. - A i nie przemęczaj się zbytnio musisz jeszcze odpoczywać -
dodał i wyszedł z sali.
-Kim masz tu dużo rzeczy? -
zapytał Jack.- Nie tylko te, w których mnie przywieziono -
odpowiedziałam.  
- Okej to ty idź się ubierz a ja pójdę po twój wypis -
zakomunikował i wyszedł z sali. A ja poszłam się ubrać do łazienki. Gdy już wyszłam odświeżona w sali czekał na mnie Jack. 
- Możemy już iść ? - 
zapytałam. Ponieważ miałam już tego miejsca dość.
- Tak mam już wypis wjenc możemy idź - powiedział. - Ok - uśmiechnęłam się do niego.
- To gdzie teraz idziemy? -zapytałam gdy byliśmy już 
poza tym okropnym miejscem. - Nie wiem ty coś wymyśl -odpowiedział.
- To może...eee do dojo? - zaproponowałam.
- Kimi, pan doktor-
zaczął ale nie dane było mu do kończyć bo mu przerwałam.
- Pan d.-
poprawiłam go udając poważną ale tak naprawdę ledwo co nie wybuchłam śmiechem. - Dobrze pan d. - powiedział i się za śmiał - a więc pan d. mówił że nie możesz się męczyć - dodał.
- A kto powiedział że chce iść ćwiczyć? - 
odparłam i się za śmiałam. 
-To po co chcesz tam iść ? -
zapytał zdziwiony 
- Popatrzeć jak ćwiczysz chyba, że nie chcesz -
odparłam z chytry uśmiechem. 
- Oczywiście że chce -
powiedział i wpil mi się w usta. 
Ten pocałunek był bardzo delikatny ale też namiętny. 
Gdy się od siebie oderwaliśmy zadalam pytanie które dręczyło mnie już w szpitalu
- Jack co jest pomiędzy nami ? - 
zapytałam. On się tylko do mnie uśmiechnął.
- Jack!!! - powtużyłam już trochę bardzej niecierpliwie.
Tym razem Jack usiadł na jednej z ławek i pociągną mnie sobie na kolana. 
- Kim Crawford zostaniesz moja dziewczyną - 
zadał pytanie. Był bardzo pewny siebie. Prze to postanowiłam się z nim trochę podroczyc. - No nie wiem - odparłam bardzo poważnie. Za to Jackowi mina żędła. 
-Kimi?? -
powtórzył już trochę bardzej niepewnie. Nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. 
Mina Jacka bezcenna. - Tak chce - już więcej nic nie mówiąc pocałowałam go.
- Ale nikt się nie może o tym dowiedzieć -
powiedziałam po tym jak się od siebie oderwalismy. - Czemu ? - zapytał
- wstyisz się mnie?? - dodał zły. Widziałam w jego oczach uraze.
- Co? Oczywiście że nie!!. Po prostu jak Brody się.. 
nie do kończyłam bo Jack mi przerwał. 
Po jego mimice twarzy widziałam że jest zły i to bardzo zły.
Ale czemu nie rozumiałam.
- Aha to nikt nie może o tym wiedzieć bo jak się Brody dowie to co co będzie zazdrosny ? Zły?-  krzyknął był bardzo bardzo zły.
- Mogę dokończyć ??- zapytałam z wyrzutem. On tylko kiwnął głową nawet się do mnie nie odezwał.
- Chciałam powiedzieć że nikt nie może 
się o tym wiedzieć bo jak Brody się dowie to powie
moim rodziną. A jak oni się dowiedzą to mnie ztąd zabiarą -
dokączyłam letko pod denerwowana przez jego wyrzuty. - Oł -
powiedział zmieszany. Widziałam że jest mu głupio i dobrze mu tak. Nie powinien tak na mnie naskakiwać. 
- Przepraszam -
wy szeptał.
- Co? Nie słyszałam - 
stwierdziłam że się trochę z nim podrocze. 
- Bardzo Bardzo przepraszam -
powiedział. - Wybaczam ci - zaśmiałam się. A on mnie pocałował. 
- No dobra to chodź bo spuznisz się na trening -
powiedziała wesoło dziewczyna ciągnąć
swojego chłopaka w stronę dojo. 
Po chwili już tam byli i weszli do sierotka w tym momencie 
puszczjąc swoje dłonie.
-Kim ?!- krzykneli wszyscy równo czesnie zdziwieni obecnością Crawford. 
- Nie.. duuch - za śmiała się Blond włosa xD. 
Nic więcej nie mówiąc wszyscy się na nią rzucili. 
Nawet Brody co zdziwiło bladynke. - Czemu nam nie powiedziałaś że wychodzisz? - zapytała Grace. - I czemu przyszłaś z Jackiem - dodał Brody.
Już drugi raz zadziwił Kimberli nie wymyślając jakiegoś głupiego przezwiska dla Brewera. - Bo Jack przyszedł mnie odwiedzić akurat jak dostawałam wypis - skłamała.


Wreście dodałam przepraszam za opuznienie

dedykuje go wszystkim któży to czytają

i życze wszystkim dobrego nowego roku



kocham was wszystkie i do nastęmpnego roku xD

wtorek, 24 grudnia 2013

sobota, 21 grudnia 2013

rodział 4

odpowiedziałam i chciałam pocałować go w
policzek ale on niechcący odwruc​ił głowę i zamiast w policzek trafiłam
go w usta. Od razu chciałam się 
od nie go oderwać. No właśnie chciałam ale nie 
mogłam bo on mnie do siebie przesunął i 
pogłębił pocałunek. Nie wiem czemu ale go od dałam. 
Po chwili się od siebie oderawaliśmy. Nic nie mówiąc Jack
się koło mnie położył a ja się w niego wtulilam. Czułam się
jak księżniczka niby jestem księżniczką ale nigdy nie czułam się jeszcze tak wspaniale. To było dziwne ja się chyba 
w nim zakochuje? Ale przecież to nie możliwe 
ja się nie mogę zakochać w zwykłym człowieku i to 
jeszcze z innej planety niż moja. Ale to jest silniejsze od demnie. 
Nie wiem sama co mam zrobić. Z rozmyslen wyrwał mnie
głos lekarza który właśnie wszedł do sali.
- Nie mówiłem panu że ma pan jej nie męczy i tylko na chwilę wejść - powiedział poważnie pan doktor. 
Jack już chciał coś powiedzieć w swojej obronie. Ale nie zdążył bo pan lekarz zaczął się śmiać. 
- Nie mogłem się podtrzymać przepraszam- 
powiedział przez śmiech. Nie miałam pojęcia o co mu chodź. 
- Ale o co panu chodzi - zadalam pytanie. 
- Wkrecilem was dzieciaki wcale nie jestem zły że pan tu jeszcze jest - powiedział z uśmiechem.
- Oł je jeszcze to potrafię- zaczął śpiewać pan doktor. 
A my z Jackiem patrzyliśmy na niego jak na idoiote.
Wiem że to nie miłe ale zachowywał się jak 6 latek 
a miał na oko najmniej 60. Wjenc kto by tak nie patrzył.
-No ale wracając do rzeczywistości-
zaczął pan doktor 
-sprawdziłem wszystkie pani wyniki i wszystko 
wygląda w porządku i jak tak dalej pójdź to może pani wyjdzie za parę dni- 
powiedział pan d. -Proszę pana mogę mówić do pana pan d.- 
zapytałam. Na Laurin mogłam wszystko co chciałam ale tu nie jestem na mojej planecie wjenc wolałam zapytać.
-Oczywiście a ja jak mam na ciebie mówić - 
zapytał pan d.
-Mam na imię Kim wjenc jeśli pan chce może pan tak do mnie mówić - odparam. - Dobrze Kim to zostawię was teraz samych ale proszę bodziecie grzeczni-  powiedział.
Puścił nam oczko i wyszedł z sali a ja byłam 
cała czerwona. Jack z resztą też.
- Kimi pan doktor ma racie powinnas odpoczywać -
powiedził w pewnej chwili Jack. - Chcesz już iść - 
zapytałam było mi smutno ale tego nie pokazałam . 
- Co? Oczywiście że nie!! Chodziło mi o to że powinnaś się przespać . Chyba że chcesz żebym poszedł -
odpowiedział. Wiedziałam że robi to specjalnie żeby
mnie sprawdzić ale ja mu się nie dam. - Idź - powiedziałam 
i widziałam w jego oczach żal. - Ok - powiedział 
smętnie i już chciał wstać kiedy go zatrzymałam jednym
szybkim ruchem dłoni.
- Nie dałeś mi dokończyć. Chciałam powiedzieć że Idź jeśli chcesz - powiedziałam i zasmialam się. 
-Ej no tak się nie robi -
stwierdził i też się zasmial. 
I znowu nic nie mówiąc położył się koło mnie. A ja odruchowo się do niego przytuliłam. A co mnie zdziwiło on jeszcze bardzej 
mnie w siebie w tulił. I przez to za znałam.

Następny dzen : Obudziłam się dość późno bo dopiero o 8-smej na Laurin 
musiałam wstawać o 5-tej żeby przygotować bo 
jak to moja mama mówi : 
księżniczka musi być na wszystko przygotowana no cóż 
takie życie księżniczki. No ale tu na 
zemi na szczęście nie jestem żadną księżniczką 
ale tylko i wyłącznie zwykłą dziewczyną jak każda 
inna tylko że z paroma dodatkowymi umiejętnościami.​ 
Ale wracając już chciałam zpowrotem iść spać 
ale usłyszałam znane mi głosy a mianowicie Grace, Juli, 
Jerr,Milton i niestety Brodyego. 
Byli mniej więcej na parterze (sala w której leży Kim jest na 19 pietrze ). 
Wjenc za chwilę tu będą i wszystko było
by okej gdyby nie to że na 
"moim łóżku" leży Jack. Znając życie pomyślą sobie 
nie wiadomo. A najlepsze ( czujecie sarkazm ) 
jest to że nie wiem co mam zrobić. - Jack wstawaj -
powiedziałam zpaniko
wana bo słyszałam ich coraz lepiej a to oznacza 
są coraz bliżej . -Jack - już prawie krzyczałam.
Ale to nic nie dawało a oni już byli parę kroków od 
dźwi a Jack sobie dalej słodko spał. 
Dźwi już powoli zaczęły się otwierać. A ja odruchowo zepchnęłam Jacka z lużka nic 
lepszego nie przeszło mi do głowy. Ale podziałało 
bo po pierwsze :
Jack się obudził, a po drugie : 
obudził się zanim ktoś go zobaczył śpiącego w "moim łóżku". 
I akurat w samą porę bo w tym momencie to 
sali weszła cała paczka plus Brudy.
- Co się tu dzieje - zapytał brunet.
- Nic - powiedzieliśmy równo czesnie z Jackiem który już zdążył się obudzić xD. - Jak to nic to czemu on leży na ziemi przed twoim luzkiem -
wydarl się Brody . - nie zgadzam się często z Brodym ale tym razem tak - powiedziała Grace. Wysłałam jej spojrzenie typu ' i ty przeciwko mnie '.
A ona tylko wzruszyłam ramionami i niewinnie się
do mnie uśmiechnęła. Jednak ja zostałam nie ugienta no ale
i tak musielismy im to jakoś wytłumaczyc.
A przeciesz nie mogę powiedzieć coś takiego 
" a tak po prostu wczoraj po naszym pocałunku zasnął razem ze mną a rano jak was usłyszałam i nie mogę go obudzić to go zucilam z luzka "
po pierwsze: jak bym to powiedziała to Brody by chyba zabił Jacka, a po drugie: chlopacy (Milton Jerry i Jack ) by napewno pytali 
mogłam to usłyszeć a przeciesz nie mogę im prawdy 
powiedzieć. Nagle przyszedł mi pomysł do głowy. 
-Przewrócił/Prze​wróciłem się - 
krzyknelismy równo ale nawet nie wiem jak bo się nie ustaliliśmy. 
- Ale jak - 
zapytali równo czesnie Brody i Grace. 
Oni chyba się zgadali bo innej obci nie widzę. 
Przewrócił się jak chciał podejść do mnie - 
powiedziałam i dodałm
- chciał się przywitać - 
wyprzedziłam ich pytanie. 
- Okej powiedzmy że wam wierzymy - 
powiedział Brody. Powiedzieli jeszcze chwilę
pogadalismy posmialismy się itp. No ale kiedyś też muszą iść.
Wszyscy już wychodzili tylko Jack zastał. 
Już myślałam że nikt nie zauważy no .
No właśnie tylko myślałam bo Jerry zauważył 
- Jack a ty nie idziesz - zapytał i ty przyciągną na nas uwagę reszty. 
- Nie no już idę -
powiedział ale słyszałam w jego 
głosie że nie jest z tego zbytnio zadowolony.
- Przyjdę później -
Wyszepyal mi do ucha a ja tylko 
się uśmiechnelam. Potym jak wyszli przytuliłam się do 
poduszki i nawet nie wiem kiedy za snelam.
                                                                                                                                                                                                                                       
Bardzo ale to bardzo was przepraszam że nie dodawałam
nic od tak dawna postaram się dodac coś jeszcze w ten weekend
lub w tym tygodniu napewno jeszcze cos dodam 
jeszcze raz PRZEPRASZAM Kocham was i czekam na
Rozdziały u was

niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział 3

 -Hej jestem Jack. Jesteś tu nowa?- zapytał.
-Tak przeprowadziłam się dzisiaj
 Jestem Kimberli .-

 powiedziałam uśmiechając się najładniej jak tylko umiałam. 
-Jak chcesz to mogę cię oprowadzić po mieście?- 
zaproponował uśmiechając się jak nie z tej ziemi. Kiwnęłam tylko głową bo więcej 
nie dałam rady zrobić bo zahipnotyzowały mnie jego jak fabryka czekolady oczy.    
Z PUNKTU WIDZENIA JACK'A
Chodziłem po parku gdy nagle zobaczyłem śliczną dziewczynę siedzącą na jednej 
z ławek. Stwierdziłem że do niej zagadam  
-Hej jestem Jack. Jesteś tu nowa?- 
zapytałem. Nie no serio Jack na więcej nie było cię stać . Chyba gorzej już nie mogłem zagadać.
-Tak przeprowadziłam się Dzisiaj. Jestem Kim.- 
powiedziała uśmiechając się naprawdę słodko. Prawie nogi się pode mną u giełdy a
 to było dziwne bo ja już miałem wiele dziewczyn ale jeszcze nigdy nie czułem 
nic takiego kiedy jakaś dziewczyna się do mnie uśmiechnęła.
Ale szybko od goniłem te myśli od siebie.

-Jak chcesz to mogę cię oprowadzić po mieści.- 
zaproponowałem i się do niej uśmiechnełem jak najładniej umiałem. 
Kiwnęła tylko na znak zgody. 
Z PUNKTU WIDZENIA KIM 
Złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić w mi nie znanym kierunku    
 -Gdzie idziemy?- 
zapytałam letko przerażona. On to chyba zauważył bo próbował
 uspokoić  mnie swoimi słowami  
 -Spokojnie wszystko jest ok nie musisz się mnie bać-
powiedział przekonując, a ja tylko pokiwałam w znaku odpowiedzi. 
Stanęliśmy przed dużymi drzwiami z wielkim napisem "Bobby Wasabi " 
a Jack je odłoży. W środku dwóch chłopaków 
 na jednej macie chyba ... walczyło? jak można to tak w ogóle nazwać, bo 
wyglądali bardziej jak dwie małe dziewczynki kłócące się o lalkę. Ledwo
 powstrzymywał się od śmiechu.-Ej chłopaki!- krzyknął Jack a
 ta dwójka spojrzała na nas.
-Yo!stary to twoja nowa laska?- 
zapytał ten z wielkimi uszami. A mnie zastanawiała jedna rzecz co ja mam                                            wspólnego z drewnianą laską dla staruszków?
-Nie Jerry! -powiedział letko oburzony Jack i dodał
 -To jest Kim poznałem ją przed chwilą.- 
-Musiałeś źle zapamiętać moje imię nazywam się Kimberli-
Poprawiłam go. A on się tylko za śmiał.-Tak wiem ale Kim brzmi ładnej.

powiedział puszczając mi oczko a ja się letko zamieniłam.     
 -Jak chcesz.- powiedziałam.
-A tak w ogóle ten po prawej to Jerry a ten po lewej to
 Milton moi przyjaciele.- Powiedział Jack. -Hej!- przywitałam się. -Część/Siema- 
powiedzieli równoczesne a ja się uśmiechnełam.  -Umiesz Karate?-
 zapytał się prost z mostu Jerry. Pierwsza moja myśl co to Karate. 
Więc stwierdziłam że się ich o to zapytam.- A co to Karate?-
-Czyli  nie umiesz.- stwierdził Jerry. -Karate to rodzaj walk sportowych my się tego 
właśnie tu uczymy.- wyjaśnił mi Jack. -Aha a mogę się zapisać?- zapytałam.
-Jasne.-powiedzieli  równocześnie.-Ok, to pokaże mi ktoś jak to idź.- zapytałam. 
Jack tylko kiwnął głową i pociągnął Jerrego na mate. Po chwili Jerry już leżał na 
macie bo Jack go pokonał. Ta ich walka przypominała mi bardzo rodzaj sztuki walk 
których się uczyłam na mojej planecie Taghi tylko że tam można używać mocy 
 co tu nie można a nawet jeśli by było można to ludzi i tak nie mają żadnych
nadprzyrodzonych zdolności. W tym momencie do dojo wpadły wściekłe 
Grace i Julia. -Hej Grace, Hej Julia- powiedziałam  
-Grace Julia?- dodała pytając -OMG przepraszam ja totalnie zapomniałam- 
powiedziałam skruszona 
-No dobra ten raz ci wybaczymy- powiedziała Grace powoli się uspokajając.
Dziewczyny spojrzały na mnie wymownie a mi 
się przypomniało że ich jeszcze nie przedstawiłam 
- To są Grace i Julia moje najlepsze przyjaciółki a to są Jerry,Milton i Jack-
powiedziałam po kolei pokazując na chłopów.
 -One też chcą się zapisać- powiedziałam do Jacka. 
-A można wiedzieć na co chcemy się zapisać? -zapytała Julia 
-Na karate- powiedziałam z uśmiechem. - Okeeej- powiedziała
 Grace. -Ja walczę pierwsza.- zakomunikowałam entuzjastycznie. 
-Jack chodź na mate.-zwróciłam się do czekolado okiego. 
A on spojrzał na mnie tak jakby z kpiną co mnie zdenerwowało.
 -Kim nie żeby coś ale ja nie walczę z dziewczynami.- powiedział.
-Powiedz po prostu że tchórzysz.-powiedziałam i zrobiłam wzywającą minę.
-Nie boję się tym bardziej że jesteś dziewczyną.-
powiedział kpiąco.-No po prostu strach cię odleciał rozumiem.-
od powiedziałam mu tym samym a wszyscy się zaśmiali.
Normalnie widziałam jak się w Jack'ugotuje.
-Chodź na mate.-
 powiedział już bardziej kpiąco-i nie bój się będę łagodny- dodał 
znowu w poprzednim tonie i puścił mi oczko. -Zobaczymy.- mróknełam.
Po chwili Jack zadał pierwszy cios a ja się z łatwością obroniłam co widać było zdziwiło Jacka. 
15 MINUT PÓŹNIEJ 
Ja i Jack dalej walczyliśmy co zdziwiło Jacka bo był pewien 
że szybko mnie pokona w pewnej chwili Jack zadał cios którego
 się nie spodziewałam i już po paru sekundach leżałam obolała na macie. 
-Ok, wcale nie jesteś taka zła jak myślałem.- stwierdził i podał mi rękę. 
Złapałam ją i uśmiechnęłam się do niego tak słodko jak tylko umiałam on odwzajemnił mój gest i staliśmy tak wpatrzeni w siebie. 
Ta chwila mogła by trwać wiecznie gdyby nie głos którego właściciela nie znoszę. -Tu jesteś cię wszędzie was szukałem!- krzyknął na wejściu Brody. 
- I znalazłeś Brawo.- 
powiedziałam  sarkastycznie.
Yo stary a ty też chcesz się zapisać w naszym dojo?- 
zapytał Jerry. - Nie on nie chce.- wydarłam się.
-A właśnie że chce!-
powiedział cwaniacko się do mnie uśmiechajac.
- To może mały sparing żeby sprawdzić co umiesz - 
zaproponował Jack. - Jasne.- powiedział szaty.
Chłopacy weszli na mate i zaczęli walczyć. Walka była bardzo wyrównana co mnie szczerze zdziwiło 
bo, Brody to w końcu najlepszy wojownik w naszej galaktyce (oni są z innej galaktyki ) no ale cóż. Z
NARRATOR 
Jack i Brody walczyli  zacięcie. Żaden nie chciał dać za wygraną.
 Brody już prawie przegrywał gdy użył swojej mocy. Tylko dzięki temu wygrał .
 Jack już miał powalić Brodyego gdy tam użył mocy i powalił Jacka.
 Z PUNKTU WIDZENIA KIM
Co za Idiota jak on może oszukiwać! 
Z rozmyśleń wyrwał mnie głos Jacka
-Gratulacie stary dobry jesteś.- powiedział Jack 
-Dzięki -odpowiedzi tylko Brody.
-A może pójdziemy do fila -(nie wiem jak to się pisze ) 
Zaproponował Milton. -Ok -odpowiedzieli wszyscy na raz.
 I ruszyliśmy do knajpki na przeciwko.
-A tak w ogóle to gdzie mieszkacie?- 
zapytał Milton. Ja,Grace i Julia spojrzeliśmy 
 na Brodyego bo on jedyny znał nazwę naszej ulicy.
- Na Perskordstret 8.-.powiedział chłopak -A wy?-zapytał Miltomn nas (kim grace i julie).
-Też- odpowiedziałyśmy razem.-Mieszkacie razem ?-zapytał tym razem Jack
 -Tak- odpowiedział Brody
.-Yo,stary ty to masz fajnie 3 takie łaski pod jednym dachem,woooh.- 
krzyknął Martinez. - A.co z waszymi rodzicami ?
- zapytał Jack. Na to pytanie dziewczyny posmutniały 
i wiedziałam że powstrzymują się od rozpłakania,więc stwierdziłam że
 muszę zareagować .-Muszę wyjść na chwile na świeże powietrze,
 dziewczyny chodzie ze mną.- powiedziałam a one tylko kiwneły
 głową i wyszłyśmy na dwór. Gdy byłyśmy już w odpowiedniej
 odległości od knajpy,usiadłyśmy na pierwszej lepszej ławce. A
 dziewczyny się rozpłakały w tym momencie je przytuliłam. 
Rozumiałam je dość że straciły rodziców w wieku 5 lat to jeszcze 
wtedy byłyśmy przy tym schowane w szafie. To była moja wina mogłam
 im pomoc na tą myśl też się rozpłakałam. - To moja wina. - wyłakałam
 -Co? Nie to nie twoja wina. -
powiedziały równocześnie. 
-A właśnie że tak mogłam wyjść z szafy i im pomóc. -
 stwierdziłam 
-I wtedy cie by też by zabili koniec kropka.-
sprzeciwiła mi się Julia.
 -Dobra ale teraz musimy już wracać.-
powiedziałam i wstałyśmy z ławki. Już po chwili byłyśmy przy
 knajpce i weszliśmy.Podeszłyśmy do stolika i usiadłyśmy.
 -Ej dziewczyny płakałyście? - 
 Zapytał Jack -Co? my? nie.-powiedziałyśmy równocześnie.
 -Okeeej, niech wam będzie.-
 powiedział Jack.-Yo to co robimy teraz?- 
zapytał Jerry. -Może pójdziemy do skate parku.-
 zaproponował Jack. -Ok.- odpowiedzieli równo Jerry i Milton.
 A mnie zastanawiała  jedna rzecz co to skayt park? Ale nie pytałam 
bo nie chciałam wyjść na idyjotke. -Ok to my skoczymy po deski do 
dojo a wy tu poczekajcie -zakomunikował Jack. On Jerry i Milton  
weszli do dojo a ja od razu spytałam się Julia -co to skate park?-
 -z tego co wiem to coś podobnego do szczał parku(wiem okropna nazwa sama wymyśliłam ).
-A jeżdżą tu też na strzałach?-
(to coś podobnego do deski tylko zamiast na kulkach jest na kulkach jest na kulkach jest na energii) zapytałam.- Nie tu jeżdżą na kulkach.-wyjaśniła nam 
Julia i w  tym momencie z dojo wyszli chłopaki. - To co idziemy
 zapytał Milton my tylko pokonaliśmy na znak zgody. Przez całą 
drogę szliśmy rozmawialiśmy i mieliśmy się nawet Brody co mnie
 szczerze zdziwiło ale było fajnie. Nawet nie wiem kiedy byliśmy na
 miejscu. Chłopaki ( Jack Jerry i Milton ) zaczęli się opisywać ale 
tylko Jackowi to wychodziło a Jerremu i Miltonowi nie za bardzo.
Po pewnym czasie  pojechali do nas i zapytałam się Jacka - Mogę
 spróbować - - Nie wiem czy to dobry pomysł.- stwierdził Jack. 
- Czemu bo jestem dziewczyną- zapytałam oburzona.
 -Nie- 
pisną. Po tym wiedziałam już że kłamie. 
Wyrwałam mu deskę z ręki i próbowałam jechać i nawet mi to wyszło. 
Po paru minutach pojechałam do reszty 
ale zdziwiło mnie że nie ma Brodyego. No ale też ucieszyło
-Wiecie co ja idę na rampe.- zakomunikowałam - 

Kim nie wiem czy to dobry pomysł- stwierdził Jack.

-Dobry- powiedziałam i ruszyła z deską Jacka na rampe. 

Po chwili byłam już na samej górze. Już miałam zjechać gdy się

pośłizgęłam i spadłam po tym film mi się urwał.
Z PUNKTU WIDZENIA JACK'A
Staliśmy i patrzyliśmy na Kim która już miała zjechać gdy chyba się poślizgnela i spadła na dół. Od razu do niej podbiegłem chociaż reszta ( Grace, Julia, Milton, Jerry i Brody ) też ja byłem pierwszy. Kim leżała na dole rampy i się nie ruszała wystraszyłem się i to bardzo. - Dzwońcie po karetke- krzykęłem a Jerry od razu wyją telefon i zadzwonił po chwili przyjechali i za brali Kim do karetki i powiedzieli że jedno z nas może jechać - Jack ty jedź z Kim my przyjdziemy najszybciej jak damy radę - powiedział Milton spojrzałem na resztę by się upewnić - Zgadzamy się z Miltonem- powiedŹli równoczesnie a ja już bez żadnych wątpliwości wsiadłem do karetki. Po krótkim czasie byliśmy już w szpitalu. A lekarze zabrali Kim na sale operacyjną bo z tego co wiem to miała krwawienia wewnętrzne. Byłem przerażony. Schowałem głowę w rence
a po moim policzku spłyneło kila łez niby znałem Kimi tylko pare godzin ale nie była mi obojentna wydawało mi się jak bym znał ją całe życie. Nagle poczułem na swoim barku czyjąś rękę. Odwruciłem się i zobaczyłem całą moją paczkę ( Grace Juli Jerry Milton) . -I jak z nią - zapytał Jerry. - Powiedzieli że ma najprawdopodobniej krwawienia wewnętrzne -
odpowiedziałem a dziewczyny się rospłakały.

6 GODZIN PÓŹNIEJ W SZPITALU
Już prawie spałem gdy z sali operacyjnej wyszedł lekarz od
razu do niego podbiegłem reszta poszła w moje ślady -I co z nią - 
zapytałem . -W czasie operacji były komplikacje -zaczął lekarz 
a ja zamarłem z niepokoju o Kimi. -ale na szczęście udało nam się
je za stopować i operacja powiodła się jedno 
z was może do niej wejść ale tylko na chwile.- dodał.
-Jack ty idź- powiedzieli równocześnie.
Nie trza było mówić mi dwa razy od razu poszłem do sali Kim za lekarzem.
Z PUNKTU WIDZENIA KIM
Byłam w mi nie znanym miejscu ale po chwili już   wiedziałam ze jestem 
w szpitalu, nagle do pomieszczenia wszedł Jack
i podbieg do mnie. -Kim tak się o ciebie martwiłem- powiedział.
Już chciałam się zapytać co tu robie ale Jack wyprzedził moje pytanie.
-Spadłaś z rampy w skayt parku i wezwaliśmy Karetkę gdy przyjechała i cię spakowali 
powiedzieli że jedno z nas może jechać z tobą i ja z tobą jechałem. Miałaś operacie bo miałaś krwawienia wewnętrzne ale wszystko jest już ok. - powiedział na jednym wdechu.
-Dziękuję - wyszeptałam -Ale za co- zapytał zdziwiony. -Za to że przymnie byłeś - odpowiedziałam i chciałam pocałować go w policzek  ale on niechcący odwrócił głowę i zamiast w policzek trafiłam
go w usta...
                                                                                                                                                                   
Wiem że długo mnie nie było ale za to ten rozdział jest mega długi
dwdykuje go wszystkim którzy skomentowali ostatni post i jeszcze raz przepraszam że tak długo 
nie pisałam